Każdy z nas ma takie swoje ulubione miejsce, gdzie może na chwilę zatrzymać się i przemyśleć wiele nurtujących nas spraw w samotności, w ciszy, w spokoju. To takie nasze małe azyle. Zapominamy o naszych problemach, codzienności. Ja mam takie dwa miejsce, w którym zaznaje cisze, równowagę, ukojenie lub podejmuje refleksję nad życiem. Pierwszym przestrzenią jest sfera, w której codziennie przebywam, odrabiam lekcje, serfuje po internecie.
Jest to mój POKÓJ. A chyba najbardziej moje łózko, na którym zawsze po szkole odpoczywam przy mojej ulubionej muzyce.
Mój pokój, to moja twierdza, moje miejsce, gdzie mogę zawsze zaznać choć trochę spokoju.
Teraz kiedy za oknem mamy pochmurne dni, wiele osób popada w melancholie. Nawet ja ostatnio zaznałam dekadenckiego humoru. Wtedy zapaliłam świeczkę, moją ulubioną o zapachu kiwi i włączyłam ulubione utwory, od razu nastał inny nastrój.Dla mnie to taka oaza spokoju na przemyślenia. Można płakać, śmiać się, robić dosłownie wszystko.
Drugim takim miejsce jest miasto, dokładnie cześć miasta. Jak ktoś regularnie czyta mojego bloga, wie, że jestem zauroczona naszym zachodnim sąsiadem. Uwielbiam wszystko co związane z NIEMCAMI.
Kiedy byłam w Berlinie, znalazłam dla siebie miejsce, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie, przy którym usiadłam i stwierdziłam, że czasami nie warto przejmować się głupotami i porażkami, trzeba walczyć, walczyć o swoje marzenia o swoje racje.
Jak już domyślacie się po zdjęciu jest to "East Side Gallery" czyli galeria-pomnik dla wolności stworzony przez artystów z całego świata na fragmencie Muru berlińskiego o długości 1300 m, która znajduje się niedaleko Dworca Wschodniego. Za każdy,m razem jak tam jestem zaznaje czegoś innego. To miejsce wzbudza tyle emocji we mnie. Nie mogłam sobie wyobrazić jak kiedyś Berlin był podzielony na dwie części. Jak ludzie funkcjonowali.
Poznając osoby, który mieszkały po jednej i drugiej stronie tego miasta zrozumiałam co ten mur tak naprawdę znaczy. Kiedy tam jestem zawsze siadam po jednej ze stron i wtedy życie wydaję się piękniejsze, zapominam o wszystkich problemach, wyciszam się, czytam swoją ulubioną książkę i słucham na okrągło niemieckich piosenek lub rozmawiam z poznanymi tam ludźmi. Dla mnie to także kolebka sztuki streetowej, która oczywiście przepełnia cały Berlin.
Nie jestem tak zbyt często, ale mam nadzieję, że kiedyś nastanie taki dzień, w którym będę mogła bez problemu tam chodzić o każdej porze dnia i nocy.
Wydaję mi się, że każdy człowiek posiada taką przestrzeń, taki obszar, w którym bez problemu może odnaleźć prawdziwe JA. Być sobą i nie udawać kogoś kim się nie jest. Zaznać spokoju ducha.
...
A jakie są wasze oazy?

